To be free as the wind in the land of cheese

puff tube cover

Puff Tube ‎– Emergency Peanut (2×7”, Scat Records, 1991 r.)

Tagi: weird records porn, obscure Clevo punk, nie-znajdziesz-tego-w-sieci.

Puff Tube to zaginiona osobliwość z Cleveland, za którą stoi Scott Pickering, znany ze Spike In Vain, Prisonshake i My Dad Is Dead. Czy Puff Tube ogarniał sam – tego nie wiem, informacji o tym projekcie jest tyle, co kot napłakał. Zaryzykuję jednak, że to najciekawsza rzecz, jaką zrobił Pickering. Słuchanie Puff Tube to jak oglądanie kreskówki w stylu Ren & Stimpy, czyli karuzela śmiechu, strachu i zapierających dech mutacji twarzy, które zmieniają się zanim zdążycie zarejestrować poprzednią formę. Są tu jednak znaki charakterystyczne, które można wyłowić z jego/ich odjazdów – obsesyjnie przetwarzany wokal, country-bluesowa gitara, garażowe attitude, charakterystycznie wieśniacka harmonijka. Te elementy słychać, kiedy nie figlują z materiałem aż tak bardzo. Zazwyczaj jednak zacierają ślady.

Puff Tube wydało tylko dwie rzeczy – mini-album, którego dotyczy ta notka, i który ukazał się w wytwórni Scat Records należącej do Roberta Griffina (również członek Spike In Vain i Prisonshake), oraz singiel „Funtime Summertime”. Strona B singla zawiera świetną przeróbkę „Boys Of Summer” Dona Henleya. Puff Tube mieli w ogóle nosa do coverów i nagrali ich całkiem sporo, zwłaszcza jak na tak wąski dorobek. Przerabiali na przykład „‚I Will Wait'” na tribute album Pere Ubu oraz „Quark, Strangeness And Charm” Hawkwind, również na hołd-album. Ta druga kompilacja zwie się „Assassins Of Silence, Hundred Watt Violence” i warto po nią sięgnąć, bo za Hawkwind zabierają się tam również New Bomb Turks, Monoshock, Liqourball czy Brainbombs. Na „Emergency Peanut” z kolei w chochliczy sposób kowerują „Soul Finger” The Bar-Keys i „Heavy Metal” Boba Segera, żadnego z kawałków jednak nie rujnując. Jeśli wierzycie w coś w stylu „pokaż mi swoje covery, a powiem ci, jakim jesteś zespołem”, to już macie jakieś szczątkowe pojęcie o Puff Tube. Ale tylko szcztkw.

DSC_0557

W WFMU w swoich audycjach Puff Tube puszczali między innymi Brian Turner i Acapulco Rodriguez, zresztą nie raz. W czasie premiery (1991 r.) „Emergency Peanut” notorycznie puszczał również John Peel – na przestrzeni tygodnia zaprezentował wszystkie cztery strony, codziennie serwując jedną. W jednej z tych audycji skomentował album tak: „You’re looking for an LP of the year, this is going to take some beating”. Na to również mam twarde dowody. Nic dziwnego, że grało i gra się Puff Tube tak chętnie, bo to jest jedno z najwspanialszych wydawnictw do sabotowania swojej audycji. To taki album, który wytrąca oręż z łapy najbardziej snobistycznego słuchacza, bo jest jakby spoza czasu – nie sposób go osadzić w historii i gatunku. Residents robili takie dziwactwa, robiła je masa DIY-owców rozrzuconych po całej niebieskiej planecie, których nikt już nie kojarzy. Rzadko jednak wychodzi z tego coś, co 1) po czasie nie śmierdzi zgniłym jajkiem, 2) przy całej swojej zwariowanej głupiźnie jest absolutnie rozrywkowe i śmieszne, na tyle, że pokochaliby to inni ludzie, zwłaszcza dzieci.

„Emergency Peanut” to jest ten naprawdę fajny rollercoaster, który ma mnóstwo twistów, ale nikt na nim nie wymiotuje i chce się włazić na niego jeszcze raz i jeszcze raz. I to nie jest tak, że tak sobie tutaj gadam sam dla siebie, bo mam jakiś rarytas w kolekcji i będę wypinał z dumą klatę, chociaż w rękach trzymam rzadkie, bo beznadziejne artsy fartsy, które mi tylko psuje igłę w gramofonie. Podwójne nie, bo raz, że „Emergency Peanut” jest świetne, a dwa, że wszyscy chcą to sprzedać, co w sumie bardzo słabo broni opinię o świetności. Ale ludzie się nie znają. I serio, na Discogs jest kilkanaście kopii, gdzie bez pakietu bonusów (o nich zaraz) można to cudo nabyć nawet za 5 euro. P I Ę Ć E U R O. A to przecież aż dwie siódemki, czyli prawie regularne LP. Jak wrócicie już z Discogs, to czytajcie dalej.

Bonusy – każdy je lubi. Kolorowymi winylami można już gardzić, ale dorzucanie oryginalnych gadżetów i kreatywne pakowanie zawsze są w dobrym tonie. Przypinki, kartki pocztowe, płyta wydana w kopercie z adresem zwrotnym (ostatnie Bassholes) i inne fanaberie – super fajne. Ale Puff Tube dorzucają taką oto stołową serwetkę:

DSC_0559

I to jest najfajniejszy bonus ever. Nigdy nie wydmucham w nią nosa. Albo wydmucham w nią nos raz, na łożu śmierci, po czym zaśmieję się bardzo głupio i umrę.

W pełnym wydaniu „Emergency Peanut” było zresztą częścią serii Scat Records Quarterly i chodziło razem z zinem, w którym znajdują m.in. recenzje i wywiad z Puff Tube. Niestety mam wersję wybrakowaną, ale i tę kompletną, wypasioną cennymi bzdurami po brzegi można bez problemu upolować w stanie NM-, choć już za około 10 Euro. Dopiero pisząc tę notkę odkryłem natomiast dziwne, grawerowane pseudo-cytaty, zapisane na okręgach z identyfikatorami serii. Zacytuję je przy krótkiej analizie (taaaa) każdej ze stron. Bo każda ze stron ma tutaj bowiem swoją unikalną „aurę”:

DSC_0558

Jedziemy.

CHOP SIDE:

Przyjemne kulinaria. Puff Tube siekają grubo motywy popkultury. Na pierwszy ogień wspomniane „Heavy Music” Boba Segera. Potem numer, które zwie się „Jazz Cinnamon” i może być odbierany jako parodia muzyki, która zamiast być muzyką pachnie jak lawendowy Air Wick. Na koniec „Love Theme From ‚Emergency Peanut’” – jeśli to miał być ironiczny muzak, to wyszedł zbyt ładny. Czyli jest przystępnie, ale bardzo dziwnie. Tak właśnie będzie. Przez większość czasu.

Grawer na tej stronie: „The neon orange squid bulge keeps rolling”. Przed oczami stają mi mackowi wieśniacy ze „Squidbillies”. Niczego to jednak nie wyjaśnia.

BRAIN SIDE:

Nic nie wymóżdżę i nie skrobnę, bo akurat tę jedną jedyną stronę „Emergency Peanut” jakiś dobry człowiek wrzucił na YT:

– Give me a low tone, baby
– Oooooooo
– Lower than that, baby
(marny drum roll i dół w granicach 50 Hz)

Fajne, co?

Grawer: „Hey Mick Jagger… Shut up”. To byłaby jedna z najzabawniejszych akcji na świecie, gdyby Mick Jagger jakimś cudem miał tę płytę w kolekcji i nigdy nie odkrył tego napisu.

YOUR SIDE:

Kręci się tu głównie sampling party w wykonaniu pijanych mistrzów cut-upu. Jest tu też kawałek, który brzmi jak Minutemen, którzy grają nie słysząc się nawzajem.

Grawer: „To be free as the wind in the land of cheese”. Freedom & cheesedom – o tym właśnie mowa.

OUT SIDE:

Najbardziej outsiderska ze stron. „This is Cleveland, this is my city” – mówi przyspieszający z ogromnego spowolnienia głos w „My Baby’s A Great Cook!”, chyba moim ulubionym fragmencie. Teraz rozumiem, czemu John Peel śmiał się, że nawet nie wie, w jakiej prędkości puścić ten album. Jeden z najbardziej porąbanych numerów w tym kolażu, coś jak Chrome unplugged zasilone partiami harmonijki w wytrawnym stroju ADULT HILLBILLY.

Grawer: „I swear I didn’t know the chainsaw was loaded”. I to jest absolutnie najlepsze podsumowanie tego wydawnictwa.

-KP

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s