The Uranium Club Human Exploration

image

The Uranium ClubHuman Exploration
(Static Shock Records, 2015)

Who makes the man do what he
can?
– taki oto pseudo-cytat rodem z Faulknera czy Hemingwaya
widnieje na tylnej okładce. The Minneapolis Uranium Club Band, jak
brzmi najdłuższy wariant nazwy tej grupy z Minnesoty, spiknęli się
między innymi dlatego, żeby wspólnie zmierzyć stan kondycji
ludzkiej na rok 2015. Ich mit założycielski głosi jednak co
innego – wszyscy czterej nieświadomie umawiali się z jedną
dziewczyną, ale promyczkiem słońca w tym blamażu okazał się
fakt, że wszyscy potrafią grać na instrumentach.

Jeszcze
inne światło rzucają adnotacje w kilku miejscach albumu,
podkreślające, że został on częściowo zafundowany przez Sunbelt
Chemicals Corporation™. To realna firma, zajmująca się produkcją płynów
do czyszczenia basenów i jachtów. Jeden z kawałków na płycie
również nazywa się „Sunbelt”. Damn it. Samo surrealistyczne „opakowanie”
Uranium Club wywołuje gorączkę, a w środku jest jeszcze
duszniej.

Ale zanim zaczniemy eksplorować radioaktywne sfery
duszy ludzkiej, garść podstawowych informacji. Uranium Club tworzą
goście z drugoligowych zespołów – Nerv, Chuckleheads, Solid
Attitude
. „Human Exploration” to ich jedyne wydawnictwo, ale
album oryginalnie został wydany na kasecie już w 2014 roku. W 2015
r. doczekał się reedycji na winylu (LP, ale nagrany na szybkich obrotach), a to dzięki nieocenionemu
Lumpy’emu, który po raz kolejny wyłowił czarną perłę. Nieco
później kolejny repress zrobiła bardzo ważna wytwórnia z
Minnesoty – Fashionable Idiots. Nazwa jest odpowiednia, label
zawsze miał nosa do modnych idiotów. Wydawał m.in. tak klasyczne
odjazdy jak Out With A Bang!, Homostupids czy Folded Shirt. Uranium
Club można spokojnie dopisać do tej Rock And Roll Hall Of Shame. W
Europie album wytłoczyło jeszcze Static Shock i tę wersję właśnie
posiadam. Zwróćcie uwagę, jak chętnie wznawiano ten album w ciągu
zaledwie jednego roku.

A teraz treść żołądka. Na
Zachodzie słusznie piszą, że słychać tu wczesne Wire
agresywne i kanciaste gitary, syfiasty i bulgoczący bas. Angular
punk to ładna i pojemna etykieta. Tempo zacinania strun momentami
przypomina mi nawet Minuteman, jeszcze sprzed „Double Nickels”.
Drugą nogą można ich z kolei podłączyć pod nurt DEVO-lucyjny albo
DEVO-cjonalny, co czyni z nich krewniaków obecnej, prężnej sceny z
Indiany, z The Coneheads, Big Zit i C.C.T.V. na czele. Z tym że
Uranium Club nie mają w sobie nic z nerdów, a jeśli już się przy tym
uprzeć, to są nerdami kompletnie wykolejonymi, typkami z „Zemsty
frajerów”, którzy odsiedzieli wyroki za przestępstwa seksualne,
ale przy okazji wyrobili sobie egzystencjalne obserwacje. A po wyjściu schowali się w garażu. Goście maja odrębny i rozpoznawalny
styl, który na żywo opanowali już do perfekcji – szczególnie fajne tricki uskutecznia gitarzysta z kosmicznymi
aparycją i okularami, znany jako T. Man. Szorstkie i impulsywne przeboje, atakujące w spazmach nerwy całego
ciała. Również te twarzy, wywołując różnego rodzaju uśmiechy.
Te najbardziej skrzywione są jednak zasługą fantastycznych
tekstów.

image

Wreszcie ktoś pisze kontrowersyjnie i sardonicznie,
nie będąc przy tym kolejną gównianą kopią Brainbombs. Nie jest to również bezpardonowy, choć wytrawny styl Bena Wallersa. Uranium
Club wchodzą w bagno ludzkie znacznie subtelniej, trzymają napięcie
na granicy niepokoju i tylko raz na jakiś czas dopieprzają czymś
przegiętym, zawsze jednak histerycznie zabawnym. Ich teksty przypominają mi trochę storytellingi z tych bardziej art-punkowych numerów No Trend, ale podane w bardziej wesołkowatej i absurdalnej formie. Kiedyś na
koncertach stawiali nawet koło hipnotyzujące, jakby chcieli, trochę
dla jaj, a trochę serio, wzmocnić podprogowe nadawanie tego czarnego,
wyzywającego i dziwacznego humoru. Weźcie na przykład tekst z
„Vanishing Point”, który podsumowuje życie w pigułce. Raczej
gorzkiej, ale przy ostatnich wersach prędzej niż nią, zadławicie
się śmiechem:

I fell in love at 17
Married at 21
First came Donnie, then Sally, then
Esther
My 60th birthday never made
any sense to me
My memory fades
My dreams and ambitions
My skills and admiration
Born into a room
A walking statue
I mistake my
youngest son’s name for a candy bar
I shit, the whole room knows

Goodbye life, hello freedom

Albo „Sunbelt”, obok „Black
Semen” i „Operation” najmocniejszy numer na płycie. Od strony
lirycznej dostajemy trzy absurdalne, gadane historyjki z amerykańskiego
życia, dwie komediowe, jedną dramatyczna. Środkowa
rozbraja:

When we got off the plane, immediately to our
left, my husband Donald noticed that you could get 50 cents to every
dollar on the penny slot machines, and, my god, we spent almost half
an hour before we even left the airport.

ale w ostatniej spada już ciężkie kowadło:

I met my wife and had a kid. But
then the kid got sick. The doctor said it was a new kind of cancer.
New kind of cancer. New kind of cancer.

I tego jest tutaj
więcej. „The Misadventures of Prissy Chrissie” w przewrotny
sposób nawiązuje do prawdziwej strzelaniny, info wygooglajcie sobie
sami. „Rafter Man” ze swoją nonszalancją byłby jak piosenka
Eddy Current Supression Ring, gdyby nie padały w nim takie wersy: you’re never gonna find that boy / not where I put him / two
years that’s all i got
, w dodatku kontrowane znudzonym this
nostalgia is killing me
. Dlatego w kontekście tej niesamowicie przebojowej i świeżej, ale jednocześnie niewygodnej i
dezorientującej całości, nie dziwi groteskowo melancholijne
gitarowe outro. Zostawi was ono z dziwnym posmakiem w ustach, a to
całkiem dużo jak na album, który byłby świetny nawet w wersji
instrumentalnej.

W pseudo-wywiadzie z Leather Mummy, który
miał miejsce w jacuzzi – ciekawe, czy czyszczonym środkami
Sunbelt Chemicals Corp.
– drugi z gitarzystów, podpisujący się jako H. Wohl, jako swój ulubiony film podaje „Happiness”. Patrząc na intensywną tragikomedię, jaka toczy „Human
Exploration”, jestem stuprocentowo przekonany, że miał na myśli
film Todda Solondza.

Aha, nie wiem, czy to wynika z tej
pisaniny, ale „Human Exploration” to jeden z najlepszych albumów
punkowych tej dekady.

Odsłuch: https://www.youtube.com/watch?v=ilPdD9O82zg

-KP

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s