Lenguas Largas Come On In (Recess, 2014)

Prawdopodobnie gdzieś w alternatywnej rzeczywistości, gdzie technika rozwija się znacznie szybciej niż u nas, Lewis Carroll ciągle żyje i ma się dobrze. W związku z tym jego ikoniczna Alicja przeżyła dużo więcej przygód niż ta, którą my znamy z ledwie dwóch książek. Możliwe, że tam pojawiła się w piętnastu albo i pięćdziesięciu tytułach. I że w jednym z nich przeniosła się do Krainy Czarów nie za sprawą wskoczenia do Króliczej Nory czy przejścia na Drugą Stronę Lustra, lecz poprzez zasłuchanie się w Muzyce. A czego mogłoby słuchać takie dziewczę? Niekoniecznie Lenguas Largas, ale jeśli przyjąć, że miałaby już na karku przynajmniej 20 wiosen (gdyż – powiedzmy, że – Carrollowi z czasem nieco się odmieniło i przestał mieć podejrzanego bzika na punkcie wyłącznie małych dziewczynek), to mogłaby chcieć założyć w Krainie Czarów własną kapelę. I ta – nie mam wątpliwości – brzmiałaby mniej więcej tak, jak Lenguas Largas na swojej drugiej płycie. Tenże amerykański zespół składa się obecnie z jedenastu członków, a na jego czele stoi Isaac Reyes, śpiewający falsetem, od którego niektórych aż coś zaboli w kroczu. Liczebność muzyków pozornie wskazuje na różnorodność instrumentarium, w rzeczywistości rozchodzi się jednak o instrumenty standardowe. Ot, np. zamiast jednej perkusji są dwie, a zamiast jednej gitary mamy gitar trzy, ewentualnie cztery, w zależności od utworu. I zwykle każdy gra trochę co innego. Mimo tego całość nie zmierza w rejony awangardy, gdyż każdy dźwięk uzupełnia tu pozostałe. “Come On In” to bowiem płyta tyleż schizofreniczna, co prosta i przebojowa. Zresztą całkiem dużo o jej charakterze mówi jej okładka. To narkotyczna słodycz. Psychodeliczna garażówka podlana gęstym syropem o smaku popu. Albo raczej pop-punku, bo Alicja jest w tej przygodzie dziewczyną przeżywającą okres (uroczego) buntu. Nie, żeby brakowało tu standardowych dla rocka psychodelicznego rozwiązań, typu licznych repetycji, pogłosów i stawiania na monotonię, tyle że te zyskują nagle drugą młodość. Bynajmniej nie tylko za sprawą szybkiego tempa i krótkiego czasu trwania kolejnych kawałków. Bo skoro sama Alicja wyśniona została w umyśle Carrolla, to nie mogło tu obyć się bez (swoistej) matematyki. Przy całej swojej prostocie piosenkowa struktura niejednokrotnie poddana jest pewnej dekonstrukcji. U której podstaw często stoi asymetria. I tak oto w “Circles” kolejne elementy piosenki, w głównej mierze opartej na powtórzeniach przypominających echo, niespodziewanie nakładają się na siebie powodując bałagan, w konsekwencji czego całość ulega rozpadowi; “Kawasaki Dream” to kawałek składający się z jednej zwrotki oraz post scriptum w postaci grania ciągle tego samego, ale stopniowo coraz głośniej; w “Ese Culito” otrzymujemy kolejno dwie zwrotki, po których następuje refren, a następnie względnie nagły koniec. No, i taka zabawa niemal wszędzie. Nie są to oczywiście jakieś radykalne rozwiązania, ale wprowadzają bardzo ciekawe dysonanse, cały album czyniąc tworem niestandardowym. Czasem pojawiają się jakieś skojarzenia – “Blizzards of Snow” przywodzi na myśl garage rock lat 60. spod znaku The Seeds, “LA LA LA LA” sprawia wrażenie utworu, który mógłby się znaleźć w repertuarze Thee Oh Sees – jednak Lenguas Larguas pozostaje tworem osobnym. Cóż, “Come On In” to pierwsza płyta, podczas słuchania której myślałem nie o muzyce, lecz o literaturze. Surrealizm pierwszej klasy.

-MZ

odsłuch: https://recessrecords.bandcamp.com/album/come-on-in

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s